01.06.2008
Uczucie, które dominuje w mym skromnym organizmie w tym momencie to. szczęście? Tak odważyłabym się je nazwać. Wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku. Przede wszystkim
zaczęłam wierzyć, że uśmiech istnieje. Zaczęłam wierzyć w marzenia, które tkwiły
gdzieś tam, w mojej potylicznej części głowy. Uwierzyłam, że się spełnią. Podniosłam się. Starałam się...
''Czasami ludzie potkną się o prawdę. Ale prostują się i idą dalej, jakby nic się nie stało.''
Winston Churchill
Szczęście, szczęście, szczęście...
''Czyny są dobre, jeśli przyczyniają się do szczęścia, złe, jeśli przyczyniają się do czegoś przeciwnego. Przez szczęście rozumie się przyjemność i brak cierpienia, przez nieszczęście - cierpienie i brak przyjemności.''
John Stuart Mill
Nie zapeszając... jest mi cudownie.
I najlepszego z okazji Dnia Dziecka, dzieci. :*
Komentuj (30)07.06.2008
Teraz, a przynajmniej tak mi się wydaje, zobaczycie mnie gdzieś na tle chmur.
Będącą niczym w niebie...
Kilka powodów, dla których jestem szczęśliwa.
1. Kocham.
2. Toż to prawie koniec roku szkolnego, zostało jeszcze tylko kilka zaliczeń.
3. Dziś festyn [tak. cieszę się.. może nie aż tak prawdziwie, ale się cieszę.]
4. Czytam fantastyczną książkę.
5. Nauczyłam się mówić o tym, co czuję.
6. Jutro basen.
1. jest najważniejsza, a reszta wynika raczej z jej istnienia.
Nie, miłość nie jest wszystkim: to nie pokarm, napój, nie sześć godzin snu w nocy i nie dach nad głową, nie koło ratunkowe, którego się łapią tonący, wynurzając się i znowu niknąc. Nie jest tchem zaczerpniętym w duszące się płuca, tlenem dla krwi czy gipsem dla pękniętej kości; A jednak wciąż - w tej chwili także - ktoś się rzuca w objęcia śmierci, woląc ją niż brak miłości.
Komentuj (22)11.06.2008
Nijak?
Tak właśnie...
Bo niby to co przyprawia mnie o uśmiech na twarzy, nazywa się szczęściem? Bo niby szczęściem nazywa się ciągły uśmiech na twarzy...?
a jeżeli ten uśmiech jest sztuczny.?
Te 10 ton miłości, która wypełnia mnie ostatnimi czasy, utonęły w lawinie kłamstw i fałszerstwa ze strony bliskich jak do tej pory osób. Bo co? Bo nie byłam raz, nie może być mnie i drugi? Bo mnie nie zechcą?
nie. bo po prostu wszyscy udają.
Robią wielkie show z tego, że piją, z tego, że palą.
To nie imponuje. To żenujące. ;|
Nie ma to, jak powiedzieć nauczycielom i wszystkim dookoła, że było się zajebanym w 4 dupy. Chwalić się tym?
Wydaje mi się, że nie ma powodów.
Dziełami wielkimi i moralnymi są tylko dzieła prawdy.
Emil Zola
Komentuj (18)12.06.2008
Ogarnął mnie lęk,
przed miłością.
Bać się miłości? To absurdalne... ale ja tak mam.
''Miłość nie pyta o nic, bo kiedy zaczynamy się nad nią zastanawiać, ogarnia nas przerażenie, niewypowiedziany lęk, którego nie sposób nazwać słowami. Może jest to obawa bycia wzgardzonym, odrzuconym, obawa, że pryśnie czar? Może wydaje się to śmieszne, ale właśnie tak się dzieje. Dlatego nie należy stawiać pytań, lecz działać. Trzeba wystawiać się na ryzyko.''
Paulo Coelho Na brzegu rzeki Piedry
Tona strachu zgniata te kilkadziesiąt kilo mnie. Pomału strach paraliżuje, odbierając rozważne myśli, odbierając uśmiech, a na koniec duszę. Bierze jej kawałki, już nigdy nie oddając. Pochłania resztki nadziei i wiary. Niczym dementor. Zabiera wszystkie szczęśliwe wspomnienia, zgniata marzenia... nie zostawiając już nic, co nazwać można byłoby szczęściem.
I tak niszczy całe życie.
Tylko nieznane budzi w człowieku lęk.
Antoine de Saint-Exupéry
Najgorszy jest lęk przed czymś, czego nie można nazwać.
Janusz Leon Wiśniewski
Samotność w sieci
Tak po prostu przestać się bać? Nie potrafię. Mam ochotę się poddać.
Komentuj (27)16.06.2008
Za oknem deszcz. Ja siedząc nad dopieszczaniem mojej internetowej strony,
staram się żyć, według słów, które podyktował mi on wczorajszego wieczora.
Zamień strach z miłością, niech strach tonie w miłości.
Próbując tak wciąż, miłość moja maleje z każdą sekundą, strach odbiera po części marzenia, a z uśmiechu pozostały już tylko same usta.
Ale mi już braknie sił! Nie ma już nadziei! Strach pochłania wszystko!...
nie sama...
Komentuj (50)18.06.2008
Strach poszedł w pizdu. Wygoniłam go razem z nim. Tak jak oboje chcieliśmy.
Tylko że...
Wierzę w to, że nam się uda. Wierzę. Non-stop. Bez przerwy. A wiara w nas powinna być podziwiana. Bo nikt nie wierzy. A my wierzymy.
Tylko brak mi już nadziei.
Nadzieja jest snem na jawie... A ja się teraz budzę. To boli... Nie mam już na czym opierać nadziei. Nie mam już argumentów, gdy tłumaczę sobie, by ją mieć.
Nie mam już siły żyć podwójnie. Nie daję rady. Brak mi nadziei...
Komentuj (33)20.06.2008
Coraz to więcej we mnie radości, niż strachu. To nawet nie jest sprawką tych rozpoczętych z dodatkowymi funduszami za wyniki w nauce wakacji. To nie sprawka nowych postanowień, co do szczęścia.
To sprawka nadziei - ona wraca.
Zabrała mi zdrowy rozsądek, bez którego mi po stokroć lepiej.
Cóż za życie, w którym wszystko jest jasne i w 100% przemyślane. Chociaż nie. Przemyślane być musi!
Ktoś, kto mówi, że miłość nie przynosi strachu, nigdy nie był zakochany.
Eric Jerome Dickey
Więc mogę powiedzieć, że kocham całą sobą.
Co najważniejsze. Znów miałam wiarę, że wiara powróci. Nie wierząc, nie udałoby mi się.
Modliłam się o nas, o szczęście Aśu i
Mai :*
To sprawka dnia 25.06. :)
Komentuj (25)26.06.2008
To już jest koniec, nie ma już nic...
Koniec nadziei, brak wiary, pustki w sercu, i ta cholerna zdrada. Nie miałam już siły i się poddałam,
sama tego związku budować nie będę! Nie powiem, że jest mi jakoś szczególnie dobrze i radośnie, ale tylko te już ostatnie wyjście pozostało mi wybrać.
On cisnął tzw. laka na całą naszą znajomość. Ja wciąż czekałam.
sama.
Ból z czasem zniknie, żałować nie mam czego, wcześniej płakałam, że nie możemy być razem. Teraz, gdy spróbowałam tego związku, zrozumiałam, że tak naprawdę nie ma na niego najmniejszej szansy, nie ma nadziei, bo
on wciąż zostawiał mnie samą sobie.
Sama tego związku budować nie będę! - powiedziałam w rozpaczy.
A teraz nie modlę się już
o nas. Modlę się o nadzieję, że wkrótce
o nas zapomnę...
Komentuj (66)30.06.2008
Miewam jeszcze takie wieczory, podczas których spoglądam w te rozgwieżdżone niebo, z myślą że może i on w nie patrzy. Marzę, by ujrzał w gwiazdach moje zapłakane i jakże wściekłe oczy. By zobaczył, jak mnie zranił.
Wracają wspomnienia. Stoję tak patrząc i mrużąc oczy, z myślą, że jeszcze miesiąc temu spoglądaliśmy tak razem. Łzy zbierają się, dech w piersiach zapiera ta nasza ulubiona piosenka, której słowa do mnie mówił, łzy zaczynają kapać i kapać... a ja. w samotności stoję, gdy Ty już zapomniałeś o moim istnieniu, zatracając się w kłamstwie.
Brakuje mi Go.
Nie potrafię jeszcze powiedzieć nikomu, tak prawdziwie jak jemu, że kocham.
Jednakże Go nie kocham już.!
Tuli mnie ten, któremu nie potrafię prawdziwie powiedzieć 'kocham', zadręczona wspomnieniami o tym gnoju.!
To boli, gdy nie można zapomnieć.
Komentuj (43)
2008
listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień
zielonooka 2008